A A A

Zen fotografii

Zen fotografii; Foto Pozytyw.- 1999, Nr. 4, ss. 72-73

Patrzenie to jedna z najtrudniejszych umiejętności w życiu. Sztuka obserwacji straciła na atrakcyjności; jesteśmy zbyt mocno pochłonięci własnymi wyobrażeniami o świecie, by ujrzeć nasze otoczenie takim, jakie ono jest. Gdy troski przesłaniają nasze oczy, nie jesteśmy w stanie zobaczyć wschodu słońca. Większość z nas zatraciła kontakt z przyrodą; żyjemy w cywilizowanym świecie, ciasnych mieszkaniach, w których trudno znaleźć punkt, z którego moglibyśmy cokolwiek zaobserwować.
Współczesne oko fotografa-artysty najczęściej eliminuje ze świata swych zainteresowań prostotę przyrody i człowieka, dążąc wściekle do rozwiązań graniczących z onirycznym kolażem fragmentów rzeczywistości, która sama w sobie jest zbyt prosta, by stanowić podnietę dla oka odbiorcy.
My - Europejczycy - nie jesteśmy w stanie dojrzeć piękno samo w sobie. Fotografia musi przedstawiać twarz wkomponowaną np. w lewe udo szympansa, bo tak jest ciekawiej...

Zamiatanie liści

Sztuka Wschodu jest przede wszystkim doświadczeniem duchowym. Najbardziej kontemplacyjne formy sztuki są powiązane z wniknięciem w pewną fundamentalną prawdę, której charakter przywodzi na myśl rodzaj mistyki i religii. Funkcja piękna jest niejako objawieniem pozbawionej kształtu pustki, Absolutu, którego pośrednikiem jest autor, jego dusza i medytacja nad obiektem, który ma być namalowany lub sfotografowany. Piękno tkwi jednocześnie w całkowitym zapomnieniu siebie. Znaczy to tylko tyle, że patrząc na fotografię, nie powinniśmy jej porównywać z innymi i oceniać na podstawie znajomości techniki. Najczęściej my - ludzie Zachodu - rozpoznajemy piękno przez skojarzenia, ale tylko ktoś, kto widzi ludzi, budynki lub sierp księżyca w całkowitym zapomnieniu siebie - naprawdę widzi piękno.
Japoński filozof i estetyk - Kitaro Nishida twierdzi, że przejaw piękna (Boga) uaktywnia się we wszelkich doświadczeniach i bytach, które nas otaczają, a które postrzegamy w czystości umysłu. Wkładem zenu do fotografii może być to, że nadaje on jej duchowe przeżycia i doświadczenie medytacji nad fotografowanym obiektem. Według Toshimitsu Hasumiego, autora książki "Zen in Japonese Art." - medytacja taka dostarcza nam "ukrytej w naszym wnętrzu pierwotnej świadomości, dzięki czemu możliwa jest aktywność duchowa".
Piękno jest tym samym, czym jest rzeczywistość. Bez przetworzeń, upiększeń i idealizowania. Filozofia zen brzydzi się "wygładzaniem" rzeczywistości.
Jest buddyjska przypowieść o mnichu sprzątającym dziedziniec klasztorny. Gdy po długim czasie grabienia zeschłych liści ów mnich usiadł zmęczony i popatrzył na swoje dzieło, uśmiechnął się na widok lśniącego czystością dziedzińca. Jednak po chwili pomyślał, że coś jest nie tak. Zastanawiał się nad tym dość długo, aż w końcu poszedł do mistrza po pomoc. Mistrz, nie namyślając się wiele, podszedł do najbliższego drzewa i potrząsnął nim lekko. Na ziemię posypały się liście...
Otóż to. Piękno samo w sobie. Nie poprawiane, nie "czyszczone".

Zielone gówno, zielone drzewo

Powyższe zdania mogłyby sprowokować czytelnika do zarzutu, że proponuję li tylko fotografowanie drzew, sadzawek i tym podobnych płodów przyrody. Nic podobnego. Natura nie jest tym samym co przyroda. Naturą jest człowiek, wieża Eiffla i szpulka nici. Nie proponuję też fotografowania obiektów "miłych" dla oka. Piękno buddyjskie to nie to samo, co piękno wykreowane w naszych umysłach i środowisku, które nas otacza. Budda jest w każdym z nas i wszędzie. Pewien mnich zapytał mistrza Unmona:
- Czym jest budda?
- Suchym gównem na patyku - odpowiedział Unmon.
O to chodzi. Gówno też jest piękne. Chciałoby się krzyknąć: fotografujmy gówna! Te małe i duże, gęste i rzadkie, żółte, czerwone i zielone! Jestem niesmaczny? A czymże się różni zieleń gówna od zieleni drzewa? To ten sam kolor, a cała reszta jest kwestią skojarzeń, które usztywniły nasze umysły (lub jak kto woli: a cała reszta to fortel).
Nie proponuję tu jeszcze jednej alternatywy dla artystycznych ekstrawagancji; proponuję "przebicie się" przez bezsensownie wniesiony mur, okalający nasz pachnący świat. Zen naucza nas prostoty i pokory wobec całej natury, a w prostocie i pokorze zawiera się piękno życia i sztuki.

Idealne ciało i galopujący koń

Dość trudno płynnie przejść z tematu gówna w świat wyidealizowanych chłopców i dziewcząt, których piękne buzie i ciała ukazują autorzy reklam. Ułatwię sobie owo przejście buddyjskim stwierdzeniem, że "wszystko jest jednym"... Patrząc na zgrabną kobietę lub atrakcyjnego mężczyznę, nasze europejskie mózgi mówią: piękno. Gdy nasze oczy natkną się na kogoś grubego - piękno pryska. Otaczające nas reklamy ukazują typowy, zachodni model estetyki. Facet reklamujący wodę po goleniu musi być pociągający, ba - podniecający! I odwrotnie: kobieta z "uaktywnionym" dezodorantem pod pachą musi mieć gładką skórę, kształtne biodra (twarzy nie musi mieć gładkiej, bo przy reklamie dezodorantów najczęściej się jej nie pokazuje); reklama zachęca do kupna produktu naszym modelem estetyki.
Sokei-an w "Oko zen" mówi: "Twoje ciało nie jest ograniczone powierzchnią skóry. Twoim ciałem są Słońce i Księżyc, oceany i rzeki...". A co nam mówią autorzy reklam? Że Twoje ciało to kształtne piersi, zgrabny nosek i uwodzicielskie usta! A przecież to bzdura; mój nosek nie jest kształtny. I jak ja mam uwierzyć facetowi z kształtnym noskiem, że "Old Spice" to absolutna i bezapelacyjna rewelacja?

Człowiek tyje, chudnie, wypadają mu włosy i zęby - i w tym jest piękno. Mistrz zen Mummon Ekai (1183 - 1260) mówi, że jeśli obserwujemy konia tylko przez okno, to "w mgnieniu oka koń przemknie i człowiek niczego nie zobaczy". Każda chwila jest piękna, piękna jest młodość i starość, ale nie należy skupiać się li tylko na jednej z tych chwil. Kurczowe trzymanie się młodości i kształtnych piersi jest dużym błędem, co stwierdziła już nawet nasza zachodnia psychologia. Fotografia w tym względzie może uczynić dużo złego. Powszechnie wiadomo, że ewentualną nieatrakcyjność każdego z nas można zatuszować takimi prostymi zabiegami jak: światło, odpowiedni obiektyw, lub - w skrajnych przypadkach - rozmycie obrazu. Z punktu widzenia zen zabiegi takie są perfidne, bo akceptacja siebie na zdjęciu a akceptacja siebie w ogóle to przecież nie to samo.

Ucieczka od rzeczywistości

Fałszywa fotografia jest dla buddysty ucieczką od prawdy. Uciekamy od niej, bo przez swoje natarczywe istnienie powoduje w nas znużenie i niechęć. A może jest to bezradność wobec potęgi istnienia? Może zbyt wiele dróg Natury powoduje strach przed wejściem na nie?
Sokei-an mówi: "Świat, w którym żyjemy, nie jest dokładnie takim, jakim go odczuwamy i jak o nim myślimy, a jednak w końcu musimy zaakceptować to właśnie, ludzkie życie".
I nie uciekać w fotografię, która ukazuje wyraźnie naszą bezradność, nieprzystosowanie i tchórzostwo wywołane przez rzeczywistość.
A jednak to nie ucieczka jest w tym wszystkim najgorsza. Najgorsze jest to, że tworząc sztukę przepojoną fałszywym pięknem, utwierdzamy siebie i innych w przekonaniu, że to co robimy jest kreacją nie mającą nic wspólnego ze słabością i złudzeniami.
 

2009-2017 Artur Nowakowski :: webdesign - grafika