A A A

Przymus czy miłosierdzie

Przymus czy miłosierdzie : architektura zakładów dla obłąkanych w XIX-wiecznej Anglii i Stanach Zjednoczonych.- [w:] "Architektura przymusu : Interdyscyplinarne studia nad dyscyplinującymi funkcjami architektury".- Warszawa: ASP, 2013, s. 47-59

Michael Foucault (1987: 21) pisał w swojej Historii szaleństwa, że tak jak średniowiecze w świadomości badaczy wszelkiej ułomności zaistniało pod znakiem leprozoriów i trądu, tak klasycyzm upłynął pod znakiem obłąkania, owej „zmory, następczyni trądu w odwiecznych lękach”, budzącej „reakcje oddzielania, wyklinania, oczyszczania”. Zarówno jednak w wiekach średnich, jak i zaraz po nich, ludzie obłąkani byli odstawiani poza nawias społeczności, w której dotychczas żyli, nie mając właściwie większych szans na powtórne z nią zjednoczenie. Byli pogardzani, czy też wzbudzali współczucie, budzili lęk albo odrazę – zawsze jednak pozostawali samotni pomiędzy grubymi murami dawnych klasztorów, więzień i przytułków. Szaleniec był, właściwie od zawsze, wyrzutkiem społeczeństwa. Przekroczenie ustanowionych w nim zasad przesądzało o izolacji, która w takich okolicznościach była ich konsekwencją. Nie wdając się w dygresje o prawie i zasadności tworzenia takich czy innych norm w dziejach ludzkości, można tylko wskazać na społeczeństwo jako rodzaj konstruktora wyznaczającego kanon zachowań, będących jednocześnie podstawą do oceny zachowań niezrozumiałych dla jego „zdrowych” przedstawicieli. Ów strach przed obłędem pojawia się bardzo wyraźnie w połowie wieku XVII . We wcześniejszym okresie stanowił on bardziej pewnego rodzaju pożywkę, na przykład w obszarze sztuki, zarówno dla jej konsumentów, jak i samych artystów. Bywało, że drukowano utwory obłąkanych autorów, bawiąc się nimi z całą świadomością ich odmienności (Jaccard 1993).

W momencie, gdy lęk przed obłąkaniem zajmuje miejsce zaciekawienia i fascynacji, w Europie zaczynają powstawać domy dla jednostek wyłączanych ze społeczeństwa. Szaleństwo staje się częścią człowieka, w świadomości jego obserwatorów zmienia swoją formę: nie ma już swoich korzeni w zaświatach (w tym stricte diabelskich), ale w umyśle. Dlatego też tworzy się dogodny grunt pod powstanie pierwszych „klinik”, których zadaniem jest już nie tylko wykluczenie, ale i pewne uporządkowanie oraz systematyzacja. Wśród ich pensjonariuszy są żebracy, kaleki, heretycy, cierpiący na choroby weneryczne, zakonnicy łamiący regułę zakonną oraz właśnie szaleńcy. Choć traktowano te domy jak szpitale, to jednak nie miały one z nimi nic wspólnego; ich funkcjonowanie dalekie było od jakichkolwiek prób pomocy i posługi medycznej.

Od roku 1656 (data powstania tak zwanych Szpitali Ogólnych) dostosowywano istniejące już zakłady do nowych potrzeb, jak choćby paryski Salpêtrière. Na mocy dekretu z roku 1676 owe „zakłady dobroczynności” miały powstać w każdym francuskim mieście. Finansowane były z różnych źródeł, choć najwięcej pieniędzy przeznaczały na nie zakony. W Anglii z kolei budowano „domy poprawy”, w których zamykano nędzarzy i włóczęgów, a także – pod koniec XVII wieku – „domy pracy” (workhouses). Ani jedne, ani drugie nie spełniały funkcji pojmowanych w obecny sposób szpitali ani zakładów opieki społecznej.

Przełomowy moment w traktowaniu osób obłąkanych nastąpił sto lat później. Angielski lekarz William Battie (1703–1776), późniejszy przewodniczący Królewskiego Zrzeszenia Psychiatrów, opublikował w 1758 roku książkę pt. A Treatise on Madness (Rozprawa o szaleństwie), będącą pierwszą tak poważną próbą obalenia stereotypów dowodzących, iż obłęd nie podlega skutecznej terapii. Kiedy kilkadziesiąt lat później u angielskiego króla Jerzego III stwierdzono zaburzenia psychiczne (dziś uważa się, że cierpiał na porfirię, która może dawać objawy paranoidalne, ale chorobą umysłu nie jest), nadarzyła się okazja do ostrożnego wdrażania nowej postawy w traktowaniu szaleństwa. W roku 1789 stan jego zdrowia uległ znaczącej poprawie, wówczas wydawało się, iż ów pierwszy krok został uczyniony. Kilka lat później, w roku 1792, francuski lekarz Philippe Pinel (1745–1826) jako pierwszy uwzględnił prawa człowieka w obchodzeniu się z obłąkanymi. Symbolem jego pracy stał się obraz francuskiego malarza Josepha Roberta Fleury’ego zatytułowany Dr Philippe Pinel w Salpêtrière (1795), przedstawiający francuskiego doktora nakazującego zdjęcie kajdan krępujących członki pacjentów. Próby odejścia od stosowania wobec pacjentów przemocy, jaką stosuje się w więzieniach, oraz apele o zaprzestanie okrutnych praktyk w procesie izolowania zaowocowały przeniesieniem owych reform poza terytorium Francji.

W roku 1796 angielski kwakier i filantrop, William Tuke (1732–1822) ufundował na północy Anglii pierwszy zakład psychiatryczny o nazwie The Retreat (położony w miejscowości York). Jego personel miał przestrzegać nowoczesnych, humanitarnych zasad opieki, które po pewnym czasie stały się kryterium w mechanizmie obchodzenia się z podopiecznymi tego typu placówek w innych krajach Europy, a także poza nią. W drugiej połowie XVIII stulecia, w roku 1773, powstał pierwszy szpital psychiatryczny w Stanach Zjednoczonych, zaprojektowany wyłącznie z myślą o pacjentach z zaburzeniami umysłowymi. Ufundował go Francis Fauquier (1703–1768), zastępca gubernatora Wirginii (podówczas jeszcze kolonii brytyjskiej), który w sposób typowy dla ówczesnej epoki był przeświadczony o nadrzędnej roli nauki, również w opiece nad psychicznie chorymi. Dotychczas rodziny szaleńców sprawowały nad nimi opiekę we własnym zakresie, co niejednokrotnie wykraczało poza ich siły i możliwości materialne. W 1766 roku Fauquier wygłosił przemowę przed członkami House of Burgesses – pierwszego w Stanach Zjednoczonych organu ustawodawczego – podczas której zwrócił uwagę na los tych wszystkich, którzy są narażeni na kontakt z wałęsającymi się po obrzeżach miasta potencjalnymi pacjentami (między innymi w Williamsburg, w którym ów szpital powstał). Zaproponował miejsce, w którym lekarze „przywróciliby owym nieszczęśliwcom ich utracony rozum” (Coy 2006). W ten sposób rodziny mogły oddać swoich bliskich pod opiekę specjalistów, a społeczeństwo przynajmniej w teorii mogło uwolnić się od uciążliwego „balastu”.

(fragment bez przypisów)
 

2009-2017 Artur Nowakowski :: webdesign - grafika