A A A

Czarowanie fotografią

Czarowanie fotografią - Kirlian, Klimuszko i inni; Foto Pozytyw.- 2000, Nr. 1, ss. 76-77

Parapsychologia od dawna oferuje moc nietuzinkowych doznań, zarówno tym, którzy są jedynie obserwatorami jej przejawów, jak i tym, którzy doświadczają jej na własnej skórze. Jest tym rodzajem zdolności, która poprzez swój uniwersalizm w zastosowaniu łączy się z wieloma dziedzinami nauki, wpływa na twórczość i korzysta z niej. Z psychotroniki korzysta medycyna, prawo i biologia. Wykorzystują ją artyści plastycy, malując na płótnie wizje uzyskane w stanie transu lub regresu hipnotycznego. Parapsychologia stanowi margines ludzkiej działalności i kreacji, wzbogacający i wspomagający poruszanie się wśród przeszkód, powstałych w skutek zbyt racjonalnego myślenia.

Związki nauk parapsychicznych z fotografią rozpoczęły się (jakże by inaczej) niedługo po tym, jak kamera fotograficzna znalazła się w dłoniach człowieka. W roku 1896 powstały pierwsze zdjęcia ludzkiej aury. Wykonał je Polak dr Jodko - Narkiewicz a potem opublikował w krakowskim tygodniku "Kraj". Fotografia ludzkiej aury dowiodła istnienia otoczki energetycznej wokół ciała człowieka i zakończyła spekulacje wokół tego tematu. Aura na zdjęciu (elektrofotogramie) ma zazwyczaj kilka milimetrów długości i uzupełniona jest niekiedy o promienie rozchodzące się od skóry. Ten ostatni element zaistniał na zdjęciach wykonanych w 1939 roku przez rosyjskiego elektrotechnika Sjemionowa Kiriliana, od którego nazwiska powstała nazwa fotografii kirianowskiej. Kirlian wykazał, że wszelkie choroby (też roślin) można rozpoznać na podstawie aury sfotografowanej przed wystąpieniem objawów (eksperymenty z lat 50-tych). Wykorzystywał też zdjęcia kikutów ludzkich kończyn po amputacji, dowodząc istnienia nie zmienionej, całej aury wokół domniemanej ręki lub nogi.

Eksperymenty z fotografią kirianowską (zwaną też bioluminiscencyjną) kontynuowali potem prof. H.S. Burr, V. Ravitz (w latach 60-tych), a także białoruski naukowiec E.T. Kulin (lata 70-te). W Polsce fotografowaniem aury zajmowali się J. Szymański , poznański prof. J. Gnitecki a także J. I E. Wilczewscy, którzy kamerą Kirliana (o impulsach 35 kV i 159 kHz oraz czasie ekspozycji 10 sek.) wykonali fotografię aury ludzkiej dłoni w czasie zabiegów bioenergoterapeutycznych.

Eteryczne ciało istot żywych nie było i nie jest jedynym zjawiskiem powiązanym z fotografią, choć niewątpliwie jednym z ważniejszych. Blisko nauki o energii jest radiestezja, która wykorzystując fotografię, stanowi ważny element w poszukiwaniu zaginionych osób. Zdjęcie (tzw."świadek") jest w tym przypadku pomocą bezpośrednią (wymagana fizyczna obecność fotografii pod drgającym wahadłem) lub pośrednią, wykorzystującą samą energię zdjęcia, którą ładuje się tzw. "akumulator" wahadła. Odczytywanie zdjęć do dziś stanowi atrakcyjną formę umiejętności, których subtelność pozwala na uzyskanie informacji o osobach na nich przedstawionych. Nie jest sztuką rozpoznać chorego fizycznie, ascetę bądź profesora uniwersytetu, obserwując jego codzienne życie, otoczenie, w którym się obraca, sposób mówienia i przedmioty, z którymi się styka. Jest to zwykła umiejętność skojarzeń i wyciągania wniosków. Wyraz "umiejętność" traci swój przymiotnik "zwykły", gdy w grę wchodzi rozpoznanie ze zdjęcia. Czy są ludzie, którzy to potrafią? Wiadomo, że są. Cechy wyraziste, takie jak zwyrodnialstwo, pycha czy skrajny debilizm rozpozna większość z nas. Jest to tym prostsze, że uwydatnione jeszcze bardziej poprzez kliszę fotograficzną. Trudniej jest, gdy chcemy powiedzieć coś o osobie, której przedstawiona na zdjęciu powierzchowność jest najzwyklejsza ze zwykłych. Odbicie wnętrz takich osób umiał mistrzowsko wychwytywać zielarz i ksiądz Andrzej Klimuszko, człowiek obdarowany niecodziennymi zdolnościami, które okazały się być bardzo przydatne ludziom chorym, policji, lub po prostu tym, którzy owymi możliwościami byli zainteresowani. Cechy, które ojciec Klimuszko odczytuje z fotografii to inteligencja, morale, stan zdrowia, zamiłowania i predyspozycje psychiczne. "Fotografia jest więc obrazem i jednocześnie bodźcowym oraz psychicznym narzędziem w uzyskiwaniu samorzutnej czy też żądanej informacji..." ("Parapsychologia w moim życiu"- Cz. A. Klimuszko). Klimuszko dodaje też istotną kwestię: "W praktykach parapsychologicznych nie chodzi o poznanie charakteru człowieka na podstawie jego fotografii, lecz o jego losy". Pojawia się jednak pytanie: dlaczego fotografia a nie żywy człowiek? "Wszak żywa twarz ludzka ma się tak do fotografii jak żywy człowiek do swego trupa". Klimuszko stawia fotografię wyżej od samego człowieka z kilku powodów. Uważa on, że obserwujemy żywą twarz ludzką w krzywym zwierciadle. Na owo zakrzywienie wpływa zmieniający się stan emocjonalny, przeżycia psychiczne i ewentualne choroby. I choć pozostają na twarzy elementy stałe, które nie są uzależnione od przedstawionych powyżej bodźców, to owe bodźce jest w stanie wychwycić właśnie fotografia i dlatego ona a nie żywy człowiek stanowi dla Klimuszki punkt do wyciągnięcia informacji. Fotografia według niego ujmuje całość psychofizycznej struktury człowieka. Bardzo wielu jasnowidzów zdobyło się na swoisty sposób robienia kariery poprzez wykorzystywanie fotografii. Współpracując z policją rozwiązywali i rozwiązują nadal zagadki kryminalne z odszukiwaniem zaginionych osób włącznie. Działał tak w latach 20-tych na Węgrzech Janos Kele a także holender Gerard Croiset, który wezwany w latach 80-tych obecnego wieku na dwór holenderski w celu wyświetlenia faktów niemożliwych do racjonalnego wytłumaczenia, wywołał salwę śmiechu i kpin.

Fotografia w obszarze nauk parapsychicznych porusza się dość swobodnie, czasem wręcz nonszalancko. Przed I wojną światową pojawił się japoński "cudotwórca" Tomokichi Fukurai, który umiał przenosić obrazy ze swojej głowy na płytkę fotograficzną. Fotografując, dajmy na to, sześciopiętrowy budynek, powodował, że na zdjęciu "urywało" jedno piętro i dom pozostawał...pięciopiętrowy. Psychofotografia, bo tak nazwała to zjawisko parapsychologia, nie zdobyła większego uznania; kontynuowali ją później żądni sensacji i rozgłosu ludzie, tacy jak chociażby Amerykanin Ted Serios, bezrobotny eks-portier hotelowy z Chicago, pijak i awanturnik, który w obecności ekspertów próbował dowieść swych psychofotograficznych zdolności. I choć wielu z naukowców je potwierdzało (jak chociażby prof. J.Eisenbud w książce "The World of Ted Serios"), to dziś spory procent śmietanki naukowej zastanawia się, czy aby autentyzm umiejętności Seriosa nie winien się kojarzyć li tylko z jego nazwiskiem...

A może należałoby się zastanowić nad zdaniem wygłoszonym w 1901 roku przed szanownym gremium lekarzy w Berlinie, przez niemieckiego patologa dr Virchowa: "Już czas panowie, abyśmy przestali się głupio uśmiechać z rzeczy, których jeszcze nie rozumiemy"...
 

2009-2017 Artur Nowakowski :: webdesign - grafika