A A A

Antoni Boratyński...

Antoni Boratyński : sztuka dla młodych; Bibliotekarz.- 2018, nr 1, ss. 9-13

(...) Niekonwencjonalność w polskiej sztuce ilustracji, jako element pobudzający potencjał innowacyjności, znajdowała swoje miejsce w postrzeganiu tego typu kreacji u samego Boratyńskiego. Dystansowanie się od utartych ścieżek stylistycznych i panujących mód było niejako znakiem rozpoznawczym niemal całego ówczesnego środowiska rysowników. Boratyński nadawał tej rezerwie nadrzędną wagę, traktując ją jako bezpośrednią przyczynę uznania polskich ilustratorów za granicą, mówiąc, że pozycja, jaką sobie wypracowali „liczyła się, gdyż byliśmy niepodobni do innych”, wyrażając jednocześnie nadzieję na to, że „Będziemy się liczyć, jeśli pozostaniemy sobą – bez względu na mody”. Niestety w latach 80. XX stulecia kicz sforsował podwoje polskiej estetyki ilustracyjnej, dlatego też – jak nadmienia Anita Wincencjusz-Patyna – plastyczne kreacje takich artystów jak Wilkoń czy właśnie Boratyński mogły być podziwiane głównie poza granicami Polski. Siła ich wpływu odnawiać się zaczęła dopiero w drugiej połowie ostatniego dziesięciolecia wieku, choć wydaje się, że w kształcie znanym z pierwszych trzech dekad powojennych już nie wróciła.

Boratyński przekonywał do swojej sztuki nie tylko charakterystycznym stylem nadawanej formy, ale także kolorystyką, choć nie tak skontrastowaną jak u innych twórców, to jednak odważną, nie zawsze jednoznaczną. Przywoływana Anita Wincencjusz-Patyna zwraca uwagę na wpływ zestawień barwnych na kształtowanie formy plastycznej. Zestawień osadzonych z jednej strony w zwyczajowych rozwiązaniach polskiego koloryzmu, z drugiej zaś w nieokiełznanym usposobieniu artysty. Boratyński pod tym względem stanowił niedościgniony wzór indywidualizmu, nie lękał się trudniejszych dróg, tak w ujęciu barw, jak i kreowaniu np. niepokojących wizerunków postaci. Nie bez przyczyny więc jego twórczość przyrównuje się czasem do malarstwa Brueghela czy Boscha. Z nastrojów, jakie budują jego wizje, przebija też pewna nieuchwytność, charakterystyczna dla surrealistycznych fantazmatów; niejednokrotnie i tu doszukiwano się powiązań z wizualizacją podpartą oddziaływaniem podświadomości, w tym do twórczości włoskiego artysty Giorgio de Chirico. Podbudowanie radośniejszym kolorem oraz baśniowość skadrowanego świata dawało czasem efekty wyróżniające się znaczną lekkością; niektóre z ilustracji do Wyspy dzieci S. Černyj prezentują dyskretne nawiązania do malarstwa M. Chagalla, inne z kolei, jak np. te do Miedzianej lampy K. Dobkiewiczowej (1969) czy Nie kończącej się historii M. Endego (1986), kierują uwagę odbiorcy w stronę nieco cięższej poetyki.

Sztuka Boratyńskiego inspirowała innych polskich rysowników. Do takich zaliczyć należy Krystynę Michałowską, w której pracach dostrzec można silne zakorzenienie w stylistyce baśniowej. Charakterystyczna maniera artystki zbiegała się tu i ówdzie z poetyckim kolorytem Boratyńskiego. Sama zresztą przyznawała, że lubi „ilustrować takie teksty, które noszą w sobie nietypowe i fantastyczne opisy sytuacji”. Podejmując pracę w Naszej Księgarni poznała środowisko ilustratorów, włączywszy także prezentowanego tu artystę. Michałowska wspomina, że jego – oraz innych – prace „były (…) piękne, [i że była] zauroczona ich doskonałością”.

Z drugiej strony twórczość rysownika docenili jego młodzi odbiorcy, co wydaje się największym wyróżnieniem, tym bardziej że współzależność pomiędzy tekstem a plastycznym dopełnieniem była w przypadku Boratyńskiego bardzo wyraźna, nawet jeśli zdominowana przez stylizację przepełnioną silnym surrealizmem. Emocje, a więc ów decydujący czynnik wspomagający odbiór u młodego czytelnika, manifestowały się u artysty w sposób nad wyraz widoczny. Dramatyzm i ekspresja towarzyszyły ilustracjom na równi z plastyczną atrakcyjnością form i barw. Na potwierdzenie takiego podejścia Irena Słońska przywołuje w swojej książce Psychologiczne problemy ilustracji dla dzieci (Warszawa 1977) przykład 9-cio letniego chłopca, który spośród siedmiu obrazków eksperymentalnych wybrał ilustrację Boratyńskiego do książki S. Michałkowa Nie płacz, koziołku (Warszawa 1965), dokonując syntetycznej oceny pracy, pomimo jej pewnego dystansu od realistycznych rozwiązań, a więc takich, które – jak by się mogło wydawać – najbardziej odpowiadają młodym adresatom. „Koloryt tej ilustracji – jak argumentuje Słońska – (dominujące barwy to czerń, biel, szarość, złamana zieleń) zasadniczo nie odpowiada dzieciom, jednak tu, gdzie uzasadniony jest tematem, spotyka się z uznaniem odbiorców, którzy doskonale odczuwają jego ekspresję”. (...)

Całość w: Bibliotekarz, 2018, nr 1.
 

2009-2017 Artur Nowakowski :: webdesign - grafika