A A A

Niziurski ilustrowany

Niziurski ilustrowany; Bibliotekarz.- 2016, nr 7/8, ss. 20-24

Kolejne już pokolenia spotykają się z wielokrotnie wznawianą prozą jednego z najbardziej znanych twórcy dla młodzieży. Fakt ów można uznać za dowód na uniwersalizm nie tylko już problematyki poruszanej w jego powieściach i nowelach, ale także – a może przede wszystkim – literackiej maniery kształtującej poczucie humoru odbiorcy, cechującej go osobliwym wyczuciem absurdu i wzbogacającej o otwartość na rodzaj karykaturalnego opisu charakterów i wszelkich sytuacyjnych uwarunkowań, jakie je modelują.

W młodzieżowej prozie Niziurskiego można wyodrębnić dwa narracyjne nurty. Pierwszy z nich, najczęściej kojarzony z pisarzem, charakteryzowany jest sporą dawką oryginalnego humoru, integrowanego z groteską i surrealistycznym absurdem. Wyjątkowy w swojej dynamice i nad wyraz trafnych odniesieniach, stał się niedoścignionym szablonem w procesie kreacji rzeczywistości wypełnionej błyskotliwymi pomysłami oraz ich inteligentną realizacją. Wielu autorów próbowało naśladować ów styl, z marnym jednak skutkiem. Owa narracyjna konwencja budowana była w dużej mierze podobiznami bohaterów i ich przywarami. Niewiarygodne przygody Marka Piegusa, Klub Włóczykijów, Siódme wtajemniczenie, czy też Szkolny lud, Okulla i ja dokonywały parafrazy uczniowskiej rzeczywistości (zarówno w murach szkoły jak i poza nią), oferując czytelnikowi dystans do tych realiów, w których nie zawsze czuł się komfortowo. Wyważona kpina z postaw grona pedagogicznego połączona z karykaturą zachowań oscylującej wokół niego młodzieży w zasadzie nie potrzebowała ilustracji; plastyczność opisu postaci i ich przygód stymulowała czytelniczy umysł w stopniu absolutnie dostatecznym. Z drugiej strony ta sama literacka ekspresja aż się prosiła o ilustracyjne dopełnienia, nawet na stronicach nowel reprezentujących drugi nurt twórczości pisarza – poważniejszy, będący przykładem roztropniejszego podejścia do spraw młodych ludzi. Edmund Niziurski kojarzony jest przede wszystkim humorystyczną prozą, sądzę jednak, że przypominając sobie jego twórczość, nie należy zapominać o takich nowelach jak Lalu Koncewicz, broda i miłość (1959) a także innych, wydanych w zbiorach Trzynasty występek (1979) czy Lizus (1956). Sztandarowa Księga urwisów (1954) również nie reprezentuje jeszcze późniejszej estetyki narracyjnej. Warto o nich napomknąć choćby przez wzgląd na wyjątkowe – choć może już przestarzałe w swojej postaci – walory edukacyjne. W każdym razie – bez względu na rodzaj stylistyki opisującej świat młodego człowieka – proza Niziurskiego stała się bardzo wymagającym materiałem dla potencjalnego ilustratora. Aby dopełnić tę literaturę walorem plastycznym, potrzeba pewnej rozwagi w doborze środków, które ze względu na poziom prozy nie musiałyby demonstrować jej istoty w sposób nazbyt bezceremonialny, ale które mogłyby uruchomić potencjał wyobrażeniowy czytelnika, czyniąc ilustrację bardziej interpretacją aniżeli jedynie figuratywnym odzwierciedleniem. Stąd też w rysunkach do prozy pisarza pojawiało się sporo groteski i syntetycznych kompozycji. Nie znaczy to jednak, że obok tego typu estetyki nie istniały inne rozwiązania.

Do konwencji realistycznej nawiązywali ilustratorzy najczęściej, szczególnie w powieściach dla młodszego czytelnika, choć – co znamienne dla okresu sprzed 1990 roku – odwołania te przeplatały się z rozwiązaniami mniej oczywistymi w odbiorze. Wczesne edycje, takie jak np. wspomniany już zbiór opowiadań Lizus (1956) zawierały po prostu prace kadrujące poszczególne sceny opowiadanych historii. Aleksander Kobzdej (1920-1972) stworzył we opisywanym zbiorze rysunki charakteryzujące się rwaną kreską, nadającą kompozycjom wrażenie bezładności, co w połączeniu z dość silną ekspresją prowadzi ich estetykę w kierunku lekko przełamanego realizmu. Obecność czerni (przy braku innych barw) – co powszechnie znamionowało ilustratorstwo wspomnianego okresu – uwidaczniało dodatkowo połączenie kilku ilustracyjnych manier. Dużo prostsze w prowadzeniu konturu były ilustracje do osobnego wydania nowelki Lizus (1966), stworzone ręką Zbigniewa Łoskota (1922-1997), malarza i rysownika, laureata kilku nagród, współpracownika takich wydawnictw jak Pallotinum czy Nasza Księgarnia. Jego postaci są delikatniejsze, trochę koronkowe, z dużymi płaszczyznami wolnej przestrzeni, co tym samym wzbogaca je o pewien rodzaj lekkości, jakby w kontrze do dość poważnej tematyki, jaka została poruszona w nowelce.

Pewną pogodą charakteryzują się ilustracje do innego opowiadania, także opublikowanego odrębnie – zatytułowanego Równy chłopak i Rezus (1969). Główny bohater planuje wykraść jednemu ze swoich nauczycieli tematy do klasówki, kiedy raptem odkrywa wartość dużo istotniejszą: uczciwość wobec siebie i innych. Ilustracje Edmunda Mańczaka są proste, właściwie brak w nich plastycznego komentarza, ale przebija z nich – głównie z twarzy postaci – ciepło i optymizm, łagodząc tym samym ciężar fabuły. Edukacyjne i emocjonalne problemy poruszył Niziurski w Lalu Koncewicz, broda i miłość, nowelce wydanej w 1959 roku. Atmosfera utworu kieruje się w stronę późniejszego Sposobu na Alcybiadesa (1964), toteż i dopełnienie plastyczne trwoni nieznacznie z wcześniejszej realistycznej powagi. Zbigniew Piotrowski (1903-1963), absolwent grafiki użytkowej i malarstwa witrażowego, autor wielu prac dla Naszej Księgarni, w tym okładek do takich autorów jak Aaron Judah czy Astrid Lintgren, prowadzi kreskę osiągającą powoli już pułap groteski, wzbogacając komentowany w ten sposób tekst o umiarkowany paszkwil rzeczywistości, ale jednocześnie zachowując celne opisy poszczególnych wydarzeń. Gdzie niegdzie wtrąca słowne adnotacje, powodując w ten sposób luźne skojarzenia z komiksem. W pewnym kontraście, ale jednak z pozostawieniem tej samej stylistyki, stoi barwna okładka, nieco plakatowa w kompozycji, z solidnym współbrzmieniem czerni i czerwieni. (...)

Całość w: Bibliotekarz, 2016, nr 7/8.
 

2009-2017 Artur Nowakowski :: webdesign - grafika